Mam trzydzieści dziewięć lat i formalnie wszystko się skończyło. Jest wyrok, jest rozwód, jest cisza w dokumentach. Na papierze nie ma już nas. Nie ma małżeństwa, nie ma wspólnego życia, nie ma powodu, żebym jeszcze się bała.
A jednak każdego ranka budzę się tak, jakby coś miało się wydarzyć.
Jakby ten dzień miał być dniem, w którym znów mnie znajdzie.
Na zewnątrz funkcjonuję poprawnie. Pracuję, odbieram telefony, odprowadzam dziecko do szkoły, rozmawiam z innymi rodzicami pod bramą. Uśmiecham się, kiwam głową, słucham narzekań na ceny i pogodę. Wiem, co odpowiedzieć. Wiem, jak wyglądać normalnie.
W środku żyję w stanie ciągłego czuwania.
Nie potrafię zasnąć przy zgaszonym świetle. Każdy dźwięk na klatce schodowej brzmi jak jego kroki. Każde nieznane połączenie sprawia, że serce podchodzi mi do gardła. Telefon leży ekranem do dołu, bo nie chcę widzieć powiadomień. A jednocześnie boję się je przegapić.
Odeszłam od niego trzy lata temu. Wtedy wszyscy mówili, że jestem dzielna. Że w końcu wybrałam siebie. Że teraz będzie już tylko lepiej.
Nie mówili, że odejście nie kończy przemocy. Że ona po prostu zmienia formę.
Nie mówili, że można tęsknić za kimś, kto Ciebie niszczył. Że można płakać po relacji, w której było więcej strachu niż miłości. Że można przeżywać żałobę po kimś, kto nadal chodzi po tym samym mieście.
Najgorsze są wieczory. Kiedy dom cichnie, a myśli zaczynają mówić jego głosem. Tym spokojnym, pewnym, który potrafił wmówić mi, że to wszystko była moja wina. Że przesadzam. Że źle pamiętam. Że bez niego sobie nie poradzę.
Poradziłam sobie. Ale zapłaciłam za to snem, spokojem i poczuciem bezpieczeństwa.
Ludzie myślą, że po rozwodzie wraca wolność. Że zaczyna się nowe życie. Że trzeba się cieszyć. Nie wiedzą, że ja nadal żyję w trybie awaryjnym. Że w mojej głowie wciąż jest plan ucieczki. Że zawsze wiem, gdzie jest najbliższe wyjście.
Nie mówię tego nikomu. Bo jak wytłumaczyć strach przed kimś, kogo już nie ma w Twoim życiu?
Jak opisać ból po czymś, co formalnie się skończyło?
Piszę do Ciebie, bo wiem, że są kobiety, które też żyją w zawieszeniu. Które odeszły, ale nadal się boją. Które zamknęły drzwi, ale wciąż nasłuchują. Które wiedzą, że decyzja była słuszna, a mimo to płaczą w nocy.
Jeśli jesteś jedną z nich, chcę, żebyś usłyszała to wyraźnie. To, co czujesz, jest prawdziwe. Twoja żałoba ma prawo istnieć. Twoje zmęczenie ma sens.
I nawet jeśli świat mówi Ci, że już po wszystkim, to nie jesteś słaba dlatego, że nadal boli.
Brak komentarzy