Nie pytaj, dlaczego nie odeszła. Zapytaj, co musiała przeżyć, żeby móc to zrobić…
Są słowa, które brzmią jak szybkie wyroki wydawane z bezpiecznej odległości, słowa wypowiadane przez ludzi, którzy nigdy nie stanęli oko w oko z człowiekiem potrafiącym zniszczyć psychikę. Padają opinie, że gdyby było tak źle, to by odeszła, albo że skoro wciąż tam jest, to musi jej odpowiadać taki układ i jeszcze padają komentarze o tym, że ktoś nigdy w życiu nie pozwoliłby sobie na takie traktowanie. To wszystko brzmi pewnie i prosto tylko dla osób, które nie rozumieją, że przemoc nie działa jak scenariusz, w którym decyzje podejmuje się z pełnym poczuciem sprawczości. Te zdania są jak dodatkowy ciężar dorzucony komuś, kto i tak ledwo utrzymuje się na powierzchni.
Wyobrażenie o odejściu zwykle bywa romantyczne i uproszczone. Wiele osób myśli, że kobieta powinna po prostu podjąć decyzję, spakować swoje rzeczy, otworzyć drzwi i odejść. Jednak życie w przemocy nie przypomina filmu, w którym wydarzenia układają się w przejrzysty porządek. To raczej chaos, w którym nic nie jest oczywiste, a każdy krok może prowadzić w stronę jeszcze większego bólu. Odejście jest procesem tak kruchym, że bardziej przypomina stąpanie po cienkim lodzie niż odważny marsz w stronę wolności. Właśnie w chwili, kiedy próbuje się uwolnić, kobieta jest najbardziej zagrożona, bo oprawca zaczyna tracić kontrolę. Gdy czuje, że wymyka mu się władza nad nią, ujawnia tę brutalną część siebie, której śladów doświadczała wcześniej tylko momentami. Nie trzeba znać statystyk, żeby wiedzieć, że to moment największego ryzyka.
Kobieta nie odchodzi, ponieważ paraliżuje ją strach. Jest to lęk, który wnika w ciało jak pasożyt i rozlewa się w nim tak głęboko, że zaczyna wypełniać każdą komórkę, każdą myśl, każdą decyzję. Ten lęk nie jest prosty, nie reaguje na logiczne argumenty i nie znika wraz ze świadomością, że zasługuje na coś lepszego. Szepcze jej, że każda próba odejścia może skończyć się jeszcze większym cierpieniem, a może nawet zagrożeniem życia i im dłużej to słyszy, tym bardziej ta myśl zaczyna przypominać prawdę wyrytą w środku ciała, aż w końcu wierzy, że pozostanie w relacji jest jedyną szansą na przetrwanie.
Nie odchodzi, ponieważ nie ma dokąd pójść. Nie ma pewności, że ktokolwiek ją przyjmie, że znajdzie dla siebie bezpieczne miejsce, a schronienia dla osób doświadczających przemocy są przepełnione i często działają na granicy możliwości. Dla człowieka patrzącego z zewnątrz może to wyglądać jak wymówka, ale dla niej jest to realna, nieprzekraczalna ściana, której nie da się pokonać bez wsparcia, zasobów i systemu, który naprawdę działa.
Nie odchodzi również dlatego, że od dawna jest odcięta od pieniędzy. Kontrola finansowa działa jak powolne usuwanie fundamentów na których stoi człowiek. Nie polega na spektakularnym zabraniu kart płatniczych, ale na codziennym odbieraniu jej samodzielności po kawałku, aż w końcu zostaje przekonana, że nie może decydować nawet o najprostszych potrzebach. Każdy wydatek jest sprawdzany, każde zakupy są rozliczane, każda decyzja podważana. Lata mijają i nagle okazuje się, że nie stać jej nawet na bilet w jedną stronę, nie mówiąc już o wynajęciu mieszkania czy utrzymaniu dzieci.
Nie odchodzi, ponieważ boi się, że straci dzieci. Nie dlatego, że słyszała takie historie, ale dlatego, że każdego dnia słyszy powtarzane jak mantra słowa, które mają ją złamać, słowa zapowiadające, że straci wszystko, że zostanie sama, że nigdy już nie zobaczy swoich dzieci. Oprawca powtarza to z taką pewnością, że jego narracja zaczyna brzmieć jak niepodważalne prawo, a ona zaczyna wierzyć, że jeśli spróbuje odejść, to właśnie dzieci będą ceną za wolność. Ten strach działa silniej niż jakikolwiek gniew czy poczucie niesprawiedliwości, bo matka może poświęcić siebie, ale nie zniesie wyobrażenia utraty dzieci, nawet jeśli jest to tylko okrutny straszak.
Nie odchodzi, ponieważ nikt jej nie wierzy. Oprawcy bardzo często są ludźmi towarzyskimi, elokwentnymi i lubianymi, potrafią budować wokół siebie wizerunek człowieka godnego zaufania, a kobieta, która przychodzi z drżącym głosem i rozdartą psychiką, w oczach otoczenia bywa mniej wiarygodna niż on, który potrafi opowiadać o swojej wersji wydarzeń spokojnie i przekonująco.
Nie odchodzi także dlatego, że jest już psychicznie wyniszczona. Lata umniejszania, poniżania, wyśmiewania jej emocji i podważania każdej myśli sprawiają, że zaczyna wierzyć, iż nie zasługuje na cokolwiek lepszego. Człowiek słyszący przez długi czas, że jest niczym, w końcu zaczyna przyjmować to jako prawdę. Nie jest to słabość. Jest to efekt systematycznego niszczenia psychiki.
Dlatego pytanie dlaczego ona nie odeszła świadczy bardziej o niewiedzy pytającego niż o jej decyzjach. Właściwe pytanie brzmi jak można jej pomóc przeżyć moment, który dla wielu kobiet jest próbą ostateczną, jak sprawić, by nie była sama, by miała dokąd pójść i by mogła poczuć w sobie siłę, którą ktoś latami próbował jej odebrać.
Ona nie potrzebuje ocen, pouczeń ani teoretycznych rad wygłaszanych z bezpiecznego dystansu. Potrzebuje człowieka, który nie odwróci wzroku, kiedy jej oczy będą mówiły więcej niż słowa. Potrzebuje świata, który zrozumie, że odejście z toksycznej relacji jest jedną z najtrudniejszych dróg, jakie może przejść człowiek. Potrzebuje wsparcia i bezpieczeństwa, bo wolność nie rodzi się samotnie.
Zamiast powtarzać, że gdyby było naprawdę źle, już dawno by odeszła, lepiej zapytać, co musi otrzymać, żeby wreszcie mogła zrobić ten jeden najważniejszy krok i nadal żyć.
~ Maja A. ~
Art. Pinterest

Komentarze wyłączone