Bezsenność, która ciągnie się dniami i tygodniami, potrafi rozmontować człowieka na części, aż zostaje z niego tylko skorupa przetrwania. Nie ma w tym nic z lekkiego „nie mogłam zasnąć”, które rzuca się mimochodem przy porannej kawie. To jest inny wymiar, inny stan, w którym Twoje ciało błaga o sen tak intensywnie, że aż drżą mięśnie, a powieki pieką jakby ktoś posypał je solą, a Twój mózg jednocześnie stoi na barykadzie i powtarza: czuwaj. Nie śpij. Nie rozluźniaj się. Świat nie jest bezpieczny.
Tak to właśnie wygląda, kiedy organizm zbyt długo żył w napięciu, lęku, stresie czy traumie. Kiedy nie miał szansy odetchnąć, wyjść z trybu walki lub ucieczki. Kiedy emocje były zbyt silne, doświadczenia zbyt ciężkie, a w środku zebrało się więcej bólu, niż można udźwignąć. W którymś momencie ciało przestaje ufać odpoczynkowi. Zaczyna kojarzyć sen z zagrożeniem. I wtedy zapada wyrok: bezsenność.
A noc ta, którą inni kojarzą ze spokojem dla Ciebie staje się polem tortur. Leżysz i liczysz minuty. Słyszysz swój puls w uszach, jakby ktoś podkręcił głośność na maksa. Próbujesz wszystkiego: przewracasz się na bok, na drugi, wstajesz, kładziesz się, oddychasz głęboko, bierzesz lek, drugi, trzeci. Nic. Jakbyś próbowała ugasić pożar butelką wody. Twoje ciało chce spać. Twój mózg nie pozwala.
Po kilku dniach zaczynasz wyglądać jak zarys siebie. Po kilku tygodniach jak cień. Świat traci ostrość, jakby był za brudną szybą. Rzeczy, które wcześniej zajmowały sekundy, teraz wymagają sił jak wejście na Mount Everest. Wstanie z łóżka. Zrobienie śniadania. Ubranie się. Twoje ręce drżą, słowa uciekają, pamięć robi się dziurawa jak sito. Nie jesz. Nie śpisz. Nie czujesz emocji tak jak kiedyś. Pracujesz na rezerwie, która już dawno powinna się skończyć.
A mimo to ludzie niczego nie widzą. Bezsenność jest niewidzialna, bo przychodzi nocą. Rozgrywa się w ciszy, w ciemności, w godzinach, gdy świat śpi i nie widzi Twojej walki. Rano ubierasz się, malujesz, mówisz „wszystko okej”, chociaż Twoje wnętrze krzyczy. I nikt nie widzi tego, co naprawdę dzieje się w środku człowieka, który od tygodni nie zmrużył oka.
Im dłużej bezsenność trwa, tym bardziej rozregulowuje całe ciało. Układ nerwowy jedzie na ciągłych awariach. Hormony zaczynają szaleć. Emocje są jak żyletki każda rzecz rani, każdy bodziec jest za mocny. Czujesz się, jakby ktoś zdarł Ci skórę i wystawił na światło. Bezsenność zabiera granice, odporność, cierpliwość. Zostawia nadwrażliwość, drażliwość, skrajne zmęczenie.
I tu pojawia się to najważniejsze zrozumienie: bezsenność nie jest słabością. Nie jest lenistwem. Nie jest „fanaberią”. Jest sygnałem alarmowym. To ciało, które już dawno przekroczyło granice wytrzymałości, daje znać, że zostało całkowicie przeciążone. To dowód, że byłaś silna za długo i w końcu padły bezpieczniki.
A potem przychodzi ten moment, kiedy zaczynasz rozumieć, że w bezsenności chodzi o coś głębszego niż nocne czuwanie. To krzyk organizmu, który próbował Cię chronić, choć robił to kosztem wszystkiego innego. I wtedy zostaje jedno: walka o powrót do siebie. Do świata, który gdzieś Ci umknął. Do ciała, któremu trzeba przywrócić poczucie bezpieczeństw. Do życia, które bezsenność zabiera noc po nocy, po kawałku, po milimetrze, po ciszy, której nikt poza Tobą nie słyszy.
~ Maja A.~
Art. Pinterest

Komentarze wyłączone