Szaleństwo jest bliżej, niż sądzimy.
Nie zaczyna się od krzyku, ani od utraty kontaktu z rzeczywistością.
Zaczyna się od kilku nieprzespanych nocy. Od napięcia, które nie ma gdzie opaść. Od myśli, które nie chcą się wyłączyć, nawet gdy gasną światła.
Szaleństwo, którego tak bardzo się boimy, rzadko wygląda jak w filmach. Częściej wygląda jak kobieta, która normalnie funkcjonuje. Wstaje, pracuje, odbiera telefony, ogarnia dzieci, odpowiada na wiadomości. Jej oczy są zmęczone, ale uśmiech wciąż tuszuje wszystko.
Przez ostatni miesiąc pisałam w social mediach o bezsenności, lęku, natręctwach, przeciążeniu, zaburzeniach adaptacyjnych, wysokofunkcjonującym piciu, wspomagaczach, impulsach i traumie relacyjnej. Każdy temat wydawał się osobnym rozdziałem.
Tyle, że to często jeden i ten sam proces. Powolne ścieranie się człowieka w rzeczywistości, która nie przewiduje zatrzymania.
Świat wymaga wydolności. Stałej dostępności. Emocjonalnej stabilności. Masz działać, rozwijać się, nie wypadać z obiegu. Masz być opanowana, rozsądna, produktywna. Masz znosić presję bez pęknięć. I zawsze wyglądać pięknie.
Nie przewidziano miejsca na kruchość.
Układ nerwowy nie rozumie ambicji ani deadline’ów. Jeśli napięcie trwa miesiącami, ciało zaczyna żyć tak, jakby zagrożenie było stałe. Serce reaguje szybciej. Oddech staje się płytszy. Sen przestaje regenerować. Organizm nie wraca do równowagi, tylko pozostaje w niekończącej się gotowości.
Mózg w takich warunkach zmienia sposób działania. Część odpowiedzialna za wykrywanie zagrożenia zaczyna reagować nadmiernie. Natomiast obszar odpowiedzialny za spokój i racjonalność ma coraz mniej przestrzeni, by przejąć kontrolę. Dlatego lęk pojawia się szybciej i trudniej się wyciszyć. Reakcja często bywa większa niż sytuacja.
To nie jest kwestia charakteru. To już jest przeciążona biologia.
A przewlekły stres nie zatrzymuje się w głowie. On rozlewa się.
Kiedy organizm zbyt długo żyje w napięciu, odporność zaczyna słabnąć. Częściej chorujemy. Wolniej się regenerujemy. Ciało jest wyczerpane nawet po odpoczynku.
Długotrwałe napięcie sprzyja stanom zapalnym. Zaburza pracę serca. Rozregulowuje hormony. Wpływa na trawienie. Na cykl. Na libido. Na energię. Ciało przestaje czuć się bezpiecznie, więc skupia się na przetrwaniu.
Człowiek niewyspany i przeciążony traci cierpliwość. Wycofuje się albo reaguje ostrzej. Bliskość zaczyna męczyć, choć uczucie nie znika. Partner widzi zmianę, ale nie widzi biologii napięcia. Dzieci czują atmosferę, nawet jeśli nikt nie podnosi głosu.
Relacje nie rozpadają się z powodu braku miłości. Często rozpadają się dlatego, że nikt już nie ma zasobów.
A kiedy napięcie staje się nie do zniesienia, zaczynamy szukać ukojenia.
U wróżek.
U coachów od natychmiastowej zmiany życia.
W modnych hasłach o wysokich wibracjach.
W alkoholu, suplementach, cudownych metodach.
Czasem trafiamy do psychologa. Czasem do psychiatry. I dobrze, że trafiamy. Ale coraz częściej to nie jest chwilowy kryzys jednostki. To masowe przeciążenie ludzi żyjących za szybko.
Wchodzimy w epokę, w której pomoc psychologiczna i psychiatryczna przestaje być wyjątkiem. Staje się koniecznością. Bo system życia, który stworzyliśmy, wymaga od nas funkcjonowania jak od maszyn.
Tyle że maszyna nie ma uczuć. Maszyna nie tęskni za bliskością.
Maszyna nie potrzebuje ciszy.
Człowiek potrzebuje.
W tym pośpiechu gubimy rozmowę. Zatracamy dotyk. Tracimy zwykłą obecność. Wyzbywamy się umiejętności bycia bez produktywności. Żyjemy obok siebie szybciej, sprawniej, wydajniej i coraz bardziej samotnie.
Im dłużej trwa rozdźwięk między tym, co pokazujemy, a tym, co naprawdę przeżywamy, tym bardziej się wyczerpujemy. To nie jest zwykłe zmęczenie. To powolne wyczerpywanie psychiki.
Najbardziej niepokojące jest to, że uznaliśmy to za normę. Trzy godziny snu. Stałe napięcie. Funkcjonowanie ponad siły. Ciągłe czuwanie.
Granica przesuwa się powoli. To, co kiedyś byłoby alarmem, dziś nazywamy codziennością.
Szaleństwo jest bliżej, niż sądzimy.
Nie dlatego, że jesteśmy niestabilni.
Dlatego, że żyjemy ponad biologiczne możliwości.
Człowiek nie jest systemem do optymalizacji. Ma granice. A przekraczane zbyt długo zaczynają pękać.
Prawdziwe pytanie nie brzmi, kto jest wystarczająco silny.
Prawdziwe pytanie brzmi, ile jeszcze będziemy udawać, że to tempo jest normalne, zanim zapłacimy za nie zdrowiem, relacjami i własnym człowieczeństwem.
~ Maja A.~
Art. Pinterest

Komentarze wyłączone