Trauma potrafi zbudować w człowieku labirynt, który nie przypomina żadnego miejsca znanego z map. To nie jest przestrzeń, po której da się przejść od początku do końca, trzymając się logicznej kolejności zdarzeń. To miejsce, w którym ściany przesuwają się bez ostrzeżenia, a drzwi prowadzą raz donikąd, a raz w sam środek czegoś, czego nie chcesz już więcej czuć. Każde wspomnienie ma tam inny ciężar, inną temperaturę, inną gęstość. Jedne są lodowate i odcinają Cię od czucia, inne parzą tak mocno, że masz wrażenie, jakby pamięć miała za chwilę nie wytrzymać napięcia.
Są też korytarze, do których nie masz dostępu. Nie dlatego, że ich nie ma. One istnieją. To Twój organizm zamknął je tak szczelnie, że nie jesteś w stanie ich otworzyć. Kiedy próbujesz zrozumieć własną historię, zaczynasz potykać się o pustkę. O miejsca, w których powinna być opowieść, a jest cisza. O momenty, które powinny mieć twarz, a mają tylko napięcie w ciele, przyspieszony oddech, niepokój, który nie chce się wytłumaczyć.
W pewnym momencie pojawia się pytanie, które potrafi rozbić Cię od środka i zatrzymać w miejscu, nawet jeśli z zewnątrz wszystko wygląda tak, jakbyś funkcjonowała normalnie. Wraca nagle, bez zaproszenia, często w najmniej spodziewanym momencie i nie daje się łatwo uciszyć, bo dotyka czegoś bardzo głęboko. Jak to możliwe, że tego nie pamiętam, skoro czuję, że coś tam było, skoro moje ciało reaguje, jakby znało tę historię, a moja głowa nie potrafi jej opowiedzieć. To pytanie nie jest spokojne ani neutralne, ono niesie w sobie napięcie, niepewność i próbę znalezienia punktu zaczepienia w rzeczywistości, która przestaje być oczywista.
To nie jest błąd ani dowód słabości, nie jest też niedoskonałością, którą trzeba naprawić, żeby zasłużyć na czyjąkolwiek wiarę. To nie jest brak, który wymaga uzupełnienia, żeby Twoja historia miała sens i była uznana za wystarczająco prawdziwą. To jeden z najbardziej bezwzględnych sposobów, w jakie człowiek ratuje siebie, kiedy nie ma już innych możliwości i kiedy wszystko dzieje się zbyt szybko, zbyt intensywnie, zbyt głęboko. To mechanizm, który nie negocjuje i nie tłumaczy swoich decyzji, bo jego jedynym zadaniem jest ochrona, nawet jeśli ta ochrona oznacza utratę dostępu do części tego, co się wydarzyło.
Działa natychmiast, bez pytania Cię o zgodę, bez ostrzeżenia i bez wyjaśnień, które mogłyby cokolwiek uporządkować. Nie interesuje go to, co będzie dla Ciebie wygodne za rok czy za kilka lat, nie bierze pod uwagę tego, jak bardzo będziesz chciała kiedyś zrozumieć swoją historię w całości. Liczy się tylko to, czy przetrwasz ten konkretny moment, w którym wszystko przekracza granice tego, co jesteś w stanie unieść. Jeśli ceną za to ma być utrata dostępu do części wspomnień, zostaje zapłacona bez wahania. Jeśli trzeba rozbić historię na fragmenty, tak właśnie się dzieje, a jeśli konieczne jest oddzielenie emocji od wydarzeń, żebyś mogła dalej funkcjonować, to również zostaje uruchomione. To proces, który nie pyta, czy jesteś na to gotowa, tylko robi to, co musi, żebyś mogła iść dalej, nawet jeśli nie masz pełnego obrazu tego, co za Tobą.
Twoja pamięć przestaje być opowieścią. Przestaje układać się w linię, którą można spokojnie prześledzić od początku do końca, jakby wszystko miało swoje miejsce i kolejność. Zamiast tego zaczyna działać jak system ochronny, który decyduje za Ciebie, co możesz zobaczyć, a czego nie powinnaś jeszcze dotykać. Rozdziela to, co się wydarzyło, od tego, co czułaś, rozsuwa czas i zdarzenia, zostawia fragmenty, które jesteś w stanie unieść i ukrywa to, co mogłoby Cię zatrzymać w miejscu, z którego nie byłoby już powrotu. To nie jest chaos bez sensu, to jest porządek, który powstał po to, żebyś przetrwała.
Z zewnątrz może to wyglądać jak niespójność, jak brak logiki, jak historia, która nie trzyma się całości, ale dla Ciebie to był ratunek, który zadziałał dokładnie wtedy, kiedy był potrzebny. Gdyby wszystko wróciło naraz, w pełnej ostrości, z każdym detalem i każdą emocją, mogłoby Cię zalać intensywnością, która odbiera oddech i zdolność myślenia. Twój organizm wiedział o tym wcześniej niż Ty, zanim zdążyłaś to nazwać, zanim w ogóle pojawiła się refleksja, że coś jest nie tak. Zareagował szybciej, niż jesteś w stanie to sobie dziś wyobrazić, zamykając, dzieląc, rozpraszając i ukrywając to, co mogłoby Cię zniszczyć.
Twoja pamięć nie układa się więc w historię, tylko w fragmenty, które pojawiają się i znikają bez ostrzeżenia, często wyrwane z kontekstu i niepołączone w sposób, który dawałby poczucie całości. Zostają pojedyncze odczucia, obrazy i reakcje, które nie chcą ułożyć się w jedną opowieść. Pamiętasz napięcie w karku, ale nie wiesz, co je wywołało. Czujesz strach, który nagle ściska gardło, ale nie potrafisz wskazać twarzy, przed którą się cofałaś. Pojawia się wstyd, który przychodzi bez zaproszenia, chociaż w głowie nie ma konkretnego zdarzenia, które mogłoby go wytłumaczyć. To nie jest chaos bez przyczyny, tylko efekt tego, jak bardzo musiałaś się chronić.
I właśnie w tym miejscu zaczyna się coś, co potrafi zaboleć bardziej niż sama trauma, bo nie dotyczy już tylko tego, co się wydarzyło, ale tego, jak jesteś odbierana i jak zaczynasz odbierać samą siebie. Świat oczekuje chronologii, konkretu, szczegółów, które można ułożyć w logiczną całość i nazwać prawdą. Tymczasem Twoja historia nie chce się w ten sposób opowiedzieć, bo została zapisana inaczej, głębiej, bardziej w ciele niż w słowach. I nagle okazuje się, że to, co było Twoim ratunkiem, zaczyna być kwestionowane tylko dlatego, że nie mieści się w cudzych oczekiwaniach.
Zostajesz z fragmentami, które są jak rozsypane szkło, ostre, niepełne i trudne do uchwycenia jednym spojrzeniem. Podnosisz jeden kawałek i czujesz emocję tak silną, że ciało reaguje szybciej niż myśli, jakby wszystko działo się tu i teraz, a nie gdzieś w przeszłości. Próbujesz to złożyć, znaleźć sens, poukładać, ale szybko czujesz, że ten obraz nie powstanie na Twoich warunkach, bo to, co zostało rozbite, nie rozsypało się przypadkiem. Zostało rozdzielone dokładnie tak, żebyś nie musiała stanąć twarzą w twarz z całym ciężarem naraz.
Czytając to, próbujesz dopasować swoje doświadczenia do słów, które widzisz, sprawdzasz, czy to się zgadza, czy masz prawo tak czuć, czy Twoja historia wystarcza, żeby nazwać ją tym, czym naprawdę była. W głowie pojawia się potrzeba potwierdzenia, że to nie było wyolbrzymione, że niczego nie dopowiadasz, że to, co zostało w Twoim ciele, ma sens, nawet jeśli nie potrafisz tego ubrać w pełną opowieść. I właśnie tutaj warto się zatrzymać, bo nie potrzebujesz zgody świata, żeby uznać to, co przeżyłaś. Twoje doświadczenie nie staje się prawdziwe dopiero wtedy, gdy ktoś je zrozumie. Ono było prawdziwe w momencie, w którym się wydarzyło.
~ Maja A.~
Art. Pinterest

Komentarze wyłączone