Toksyczni ludzie nie budują relacji. Toksyczni ludzie toczą wojny. Wciągają Cię w nie powoli, niemal niezauważalnie, jakby testowali, ile zniesiesz, zanim poczujesz pierwszy zimny dreszcz i zrozumiesz, że wcale nie jesteś w przyjaźni, tylko na froncie. Dla nich każda znajomość jest polem bitwy, a każde spotkanie sprawdzianem, czy nadal potrafią mieć przewagę. Nie szukają bliskości, bo bliskość oznacza partnerstwo. Partnerstwo oznacza równość. A równość w ich świecie nie istnieje. Oni potrzebują kontroli. Potrzebują czuć, że to oni dyktują reguły, oni nadają kierunek, oni decydują, kto jest wysoko, a kto nisko.
Nieważne, kim dla nich jesteś. Partnerką, znajomą, współpracowniczką, siostrą. W ich głowie nie ma przestrzeni na równe relacje. Postrzegają Cię jako zagrożenie, które trzeba sobie podporządkować. Jako lustro, które może kiedyś odbić ich prawdziwe oblicze i dlatego musi zostać stłumione, zanim odważysz się zobaczyć za dużo. Jesteś pionkiem w ich grze, który ma działać tak długo, jak jesteś im potrzebna, a gdy przestaniesz przynosić korzyść, można Cię odsunąć, uciszyć albo obrócić przeciwko samej sobie.
I najbardziej podstępne jest to, że na początku oni wyglądają zupełnie inaczej. Są uśmiechnięci. Uważni. Zachwyceni Tobą. Czasem wręcz aż za bardzo. Wchodzą w Twoje życie jak ciepły podmuch, który rozgania smutki i sprawia, że czujesz się widziana, doceniona i ważna. Ich słowa brzmią jak czułość, ich spojrzenie jak akceptacja, ich zachowanie jak troska. Tylko, że to wszystko jest jedynie maską. Rolą odegraną z perfekcją godną zawodowego aktora. Udawana empatia, która ma Cię uśpić. Udawane zainteresowanie, które ma rozbroić Twoją czujność. Udawane porozumienie, za którego powierzchnią kryje się czysta strategia.
A potem zaczynają się szpile. Delikatne, bo na początku wiedzą, że mocne uderzenie mogłoby Cię przebudzić. Niby żart, niby drobna uwaga, niby niewinne zdanie. I nagle odkrywasz, że siedzisz nocą na łóżku i analizujesz jedno wypowiedziane słowo. Jedno spojrzenie. Jedno dziwne milczenie. Że zastanawiasz się, czy faktycznie coś zrobiłaś źle. Że może naprawdę przesadziłaś. Że może masz za duże wymagania. Że może problem jest w Tobie, a nie w nich. Że może powinnaś być milsza, bardziej cierpliwa, spokojniejsza, bardziej wyrozumiała.
Tak właśnie wygląda moment, w którym zaczynasz tracić siebie.
To gra. Psychologiczna gra sterowana ich potrzebą dominacji. Twoje emocje stają się ich narzędziem. Twoje granice ich wyzwaniem. Twoje słabości ich amunicją. Im bardziej się starasz, tym mocniej toniesz. Im więcej tłumaczysz, tym bardziej zniekształcają Twoje słowa. Im bardziej chcesz naprawić, tym mocniej niszczą. Bo w tej relacji nie chodzi o miłość, wzajemność, troskę ani zrozumienie. Chodzi o władzę. O przewagę. O to, żebyś klękła, nawet jeśli jeszcze nie upadłaś.
I kiedy jesteś już zmęczona, zagubiona i pozbawiona sił, pojawia się pytanie, które długo nie chce przejść przez gardło. Jak wygrać z kimś, kto nie gra fair? Jak znaleźć wyjście z labiryntu, który ktoś buduje specjalnie po to, abyś nigdy nie odkryła drogi do wolności?
Nie wygrasz próbując zmienić ich zachowania. Nie wygrasz cierpliwością, bo cierpliwość jest dla nich jak zaproszenie do dalszego niszczenia. Nie wygrasz miłością, bo miłość jest dla nich wygodną walutą. Nie wygrasz wyjaśnianiem, bo wyjaśnienia służą im tylko po to, by później obrócić wszystko przeciwko Tobie.
Jedyną możliwością zwycięstwa jest wyjście z tej gry. Całkowite, bezwarunkowe, odważne. Odejście, które nie daje im dostępu do Twoich myśli, reakcji, emocji. Odejście, które nie zostawia uchylonych drzwi ani czekających pytań. Odejście, które stawia Twoje dobro ponad ich chaos. Odejście, które nie ogląda się za siebie.
Największą wygraną nie jest więc rozmowa, tłumaczenie, naprawa, przeprosiny, nawet nie odpłacenie im tym samym. Największą wygraną jest cisza, której oni nie potrafią znieść. Cisza, która powstaje wtedy, gdy nie mają już do kogo mówić. Cisza, która świadczy o Twojej sile. Cisza, w której odzyskujesz swój oddech, swoje myśli, swoje życie.
Wygraną jest całkowite odcięcie. Zablokowanie kontaktu. Zniknięcie z ich pola widzenia. Ochronienie swojej przestrzeni tak, jak chroni się rany, które muszą się zagoić. Wygraną jest zbudowanie murów, które nie odgradzają Cię od świata, ale od zła, które próbowało Cię zniszczyć.
Kiedy odcinasz się od toksycznej osoby, nie tracisz niczego wartościowego. Zyskujesz siebie. A odzyskanie siebie jest jednym z najpiękniejszych zwycięstw, jakie może osiągnąć kobieta, która przeszła przez piekło.
~ Maja A.~
Art. Pinterest

Komentarze wyłączone